"Obniżka składki do OFE to ukrywanie zobowiązań państwa"
10.30.2009 r. w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł dr Wiktora Wojciechowskiego.
Chcąc zmniejszyć przyszłoroczne wydatki publiczne, rząd nie może wprowadzać rozwiązań spowalniających wzrost oszczędności, z których w przyszłości będą wypłacane nasze emerytury. Cięcia wydatków lepiej szukać w ograniczeniu przywilejów emerytalnych i podwyższaniu wieku emerytalnego.
Propozycja minister pracy odnośnie do obniżenia składki emerytalnej przekazywanej do OFE z obecnych 7,3 do 2 proc. wynagrodzeń to przykład krótkowzrocznej polityki. Co roku budżet państwa refunduje FUS część składek, którą ten przekazuje OFE. W 2010 r. ta kwota ma wynieść aż 22,5 mld zł. Gdyby obniżono składkę emerytalną dla OFE do 2 proc., budżet mógłby zmniejszyć refundację o ponad 16 mld zł. To niezwykle kusząca propozycja z punktu widzenia złagodzenia problemów z deficytem w przyszłorocznym budżecie, ale bardzo groźna dla wszystkich przyszłych emerytów.
Po pierwsze, nowy system emerytalny obowiązkowo rozdziela składki emerytalne pomiędzy dwa indywidualne konta - w ZUS i OFE. Ten podział gwarantuje długoterminową stabilność i efektywność pomnażania naszych oszczędności. Z powodu ostatniego spadku cen akcji wycena kapitału zgromadzonego w OFE znacząco się obniżyła. Ale przecież nie jest to trwały spadek, którego nie da się w przyszłości odrobić. Duże zmiany cen na rynku akcji nie są czymś nadzwyczajnym. Gdy parę lat temu ceny akcji rosły w zawrotnym tempie, wielu ubezpieczonych chciało, aby wszystkie składki trafiały jedynie do OFE. Gdy z kolei później ceny akcji silnie spadły, wiele osób chce na stałe odejść z OFE do ZUS. Te nerwowe ruchy wynikają z niezrozumienia konstrukcji nowego systemu, w którym dwa konta się wzajemnie uzupełniają. Gdy ZUS szybko waloryzuje nasze oszczędności, OFE notują niskie stopy zwrotu. Gdy z kolei OFE oferują niską stopę zwrotu (a nawet ujemną), waloryzacja składek na koncie w ZUS jest ponadprzeciętnie wysoka. I tak było w Polsce w latach 2007-08. Zmniejszenie składki do OFE zmniejszy stabilność systemu emerytalnego.
Po drugie, przyszłe emerytury ubezpieczonych będą niższe, jeśli za pośrednictwem OFE nie będą mogli inwestować na rynku kapitałowym. Szczególnie teraz, gdy ceny akcji są relatywnie niskie, warto zwiększać inwestycje w akcje. W najbliższych latach z powodu niskiego tempa wzrostu wynagrodzeń, liczby pracujących i obniżającej się inflacji tempo waloryzacji składek na indywidualnych kontach emerytalnych w ZUS nie powinno być wyższe niż ok. 6-8 proc. rocznie. Prognozowana poprawa sytuacji gospodarczej spowoduje z kolei, że stopa zwrotu z inwestycji funduszy emerytalnych na rynku kapitałowym może być nawet o kilka punktów procentowych wyższa niż to, co zaoferuje ZUS. Z dużym prawdopodobieństwem powtórzy się sytuacja sprzed kryzysu. Od początku istnienia OFE do końca 2006 r. fundusze wypracowały stopę zwrotu na poziomie 48 proc. W tym samym okresie waloryzacja na koncie w ZUS wyniosła 31 proc.
Po trzecie, atrakcyjność inwestowania na rynku kapitałowym jest widoczna zwłaszcza w perspektywie wieloletniej. Dla osób wchodzących dopiero na rynek pracy okres gromadzenia oszczędności emerytalnych będzie trwał nawet 40 lat. Doświadczenia historyczne pokazują, że długoterminowa stopa zwrotu w systemach kapitałowych jest wyższa niż w innych sposobach inwestowania. Zatem im więcej młode osoby będą inwestowały w akcje, tym więcej uzbierają na przyszłą emeryturę. Choć minęło już 10 lat od początku reformy emerytalnej, to wciąż jest to za krótki okres na rzetelną ocenę efektywności nowego systemu. Zwłaszcza że silny spadek cen akcji w okresie ostatnich 2 lat utrudnia pełną analizę. Warto jednak porównać, jak pomnażane byłyby nasze oszczędności, gdyby od początku 1999 r. OFE otrzymywały jedynie 2 proc. naszych wynagrodzeń, a reszta składki (17,52 proc. płac) trafiałaby do ZUS. Z pominięciem lat 2007-08, w których w następstwie kryzysu finansowego nastąpił ponadprzeciętny spadek cen akcji na warszawskiej giełdzie, średnioroczna stopa zwrotu jednocześnie z obu kont emerytalnych w ZUS i OFE byłaby o ok. 0,3 pkt proc. niższa niż przy dotychczasowym sposobie podziału składki. Zakładając, że ta niższa stopa zwrotu utrzymałaby się w okresie 40 lat opłacania składek, przyszła emerytura mogłaby być niższa o ok. 13 proc. niż przy utrzymaniu dotychczasowego podziału składek.
Po czwarte, i może najważniejsze - pamiętajmy, że indywidualne konto emerytalne w ZUS to tzw. repartycyjna część całego systemu. Składki, które tam trafiają, są wprawdzie ewidencjonowane, ale w praktyce ZUS natychmiast przeznacza je na wypłatę bieżących świadczeń. Co roku ZUS zwiększa wartość tych zobowiązań proporcjonalnie do poziomu inflacji, tempa wynagrodzeń i liczby ubezpieczonych. Waloryzacja oszczędności w ZUS odzwierciedla jedynie stosowanie pewnego algorytmu, a nie stopę zwrotu z prawdziwych inwestycji. Tych składek na koncie w ZUS fizycznie nie ma. Są jedynie indywidualne zobowiązania ZUS do wypłaty emerytur w przyszłości. Rzeczywistych inwestycji dokonują natomiast prywatne fundusze emerytalne. Finansowana z budżetu państwa refundacja składek, które ZUS przekazuje do OFE, ujawnia ukryte zobowiązania do wypłaty emerytur w przyszłości. W ten sposób państwo jednorazowo - ale trwale - przekazuje część swoich ukrytych zobowiązań prywatnym funduszom emerytalnym. Zmniejszenie składki do OFE nie zmniejszyłoby wielkości tych zobowiązań, a jedynie część z nich by ukryło. W ten sposób zaprzepaszczono by jeden z istotnych i w pełni zamierzonych efektów reformy emerytalnej. A to już jest bardzo groźne, bo nie można wykluczyć, że ujawnione w przyszłości zobowiązania emerytalne, które pozostawały dotąd ukryte, okażą się na tyle duże, że państwo w ogóle wstrzyma wypłatę emerytur lub drastycznie obniży ich wysokość.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Chcąc zmniejszyć przyszłoroczne wydatki publiczne, rząd nie może wprowadzać rozwiązań spowalniających wzrost oszczędności, z których w przyszłości będą wypłacane nasze emerytury. Cięcia wydatków lepiej szukać w ograniczeniu przywilejów emerytalnych i podwyższaniu wieku emerytalnego.
Propozycja minister pracy odnośnie do obniżenia składki emerytalnej przekazywanej do OFE z obecnych 7,3 do 2 proc. wynagrodzeń to przykład krótkowzrocznej polityki. Co roku budżet państwa refunduje FUS część składek, którą ten przekazuje OFE. W 2010 r. ta kwota ma wynieść aż 22,5 mld zł. Gdyby obniżono składkę emerytalną dla OFE do 2 proc., budżet mógłby zmniejszyć refundację o ponad 16 mld zł. To niezwykle kusząca propozycja z punktu widzenia złagodzenia problemów z deficytem w przyszłorocznym budżecie, ale bardzo groźna dla wszystkich przyszłych emerytów.
Po pierwsze, nowy system emerytalny obowiązkowo rozdziela składki emerytalne pomiędzy dwa indywidualne konta - w ZUS i OFE. Ten podział gwarantuje długoterminową stabilność i efektywność pomnażania naszych oszczędności. Z powodu ostatniego spadku cen akcji wycena kapitału zgromadzonego w OFE znacząco się obniżyła. Ale przecież nie jest to trwały spadek, którego nie da się w przyszłości odrobić. Duże zmiany cen na rynku akcji nie są czymś nadzwyczajnym. Gdy parę lat temu ceny akcji rosły w zawrotnym tempie, wielu ubezpieczonych chciało, aby wszystkie składki trafiały jedynie do OFE. Gdy z kolei później ceny akcji silnie spadły, wiele osób chce na stałe odejść z OFE do ZUS. Te nerwowe ruchy wynikają z niezrozumienia konstrukcji nowego systemu, w którym dwa konta się wzajemnie uzupełniają. Gdy ZUS szybko waloryzuje nasze oszczędności, OFE notują niskie stopy zwrotu. Gdy z kolei OFE oferują niską stopę zwrotu (a nawet ujemną), waloryzacja składek na koncie w ZUS jest ponadprzeciętnie wysoka. I tak było w Polsce w latach 2007-08. Zmniejszenie składki do OFE zmniejszy stabilność systemu emerytalnego.
Po drugie, przyszłe emerytury ubezpieczonych będą niższe, jeśli za pośrednictwem OFE nie będą mogli inwestować na rynku kapitałowym. Szczególnie teraz, gdy ceny akcji są relatywnie niskie, warto zwiększać inwestycje w akcje. W najbliższych latach z powodu niskiego tempa wzrostu wynagrodzeń, liczby pracujących i obniżającej się inflacji tempo waloryzacji składek na indywidualnych kontach emerytalnych w ZUS nie powinno być wyższe niż ok. 6-8 proc. rocznie. Prognozowana poprawa sytuacji gospodarczej spowoduje z kolei, że stopa zwrotu z inwestycji funduszy emerytalnych na rynku kapitałowym może być nawet o kilka punktów procentowych wyższa niż to, co zaoferuje ZUS. Z dużym prawdopodobieństwem powtórzy się sytuacja sprzed kryzysu. Od początku istnienia OFE do końca 2006 r. fundusze wypracowały stopę zwrotu na poziomie 48 proc. W tym samym okresie waloryzacja na koncie w ZUS wyniosła 31 proc.
Po trzecie, atrakcyjność inwestowania na rynku kapitałowym jest widoczna zwłaszcza w perspektywie wieloletniej. Dla osób wchodzących dopiero na rynek pracy okres gromadzenia oszczędności emerytalnych będzie trwał nawet 40 lat. Doświadczenia historyczne pokazują, że długoterminowa stopa zwrotu w systemach kapitałowych jest wyższa niż w innych sposobach inwestowania. Zatem im więcej młode osoby będą inwestowały w akcje, tym więcej uzbierają na przyszłą emeryturę. Choć minęło już 10 lat od początku reformy emerytalnej, to wciąż jest to za krótki okres na rzetelną ocenę efektywności nowego systemu. Zwłaszcza że silny spadek cen akcji w okresie ostatnich 2 lat utrudnia pełną analizę. Warto jednak porównać, jak pomnażane byłyby nasze oszczędności, gdyby od początku 1999 r. OFE otrzymywały jedynie 2 proc. naszych wynagrodzeń, a reszta składki (17,52 proc. płac) trafiałaby do ZUS. Z pominięciem lat 2007-08, w których w następstwie kryzysu finansowego nastąpił ponadprzeciętny spadek cen akcji na warszawskiej giełdzie, średnioroczna stopa zwrotu jednocześnie z obu kont emerytalnych w ZUS i OFE byłaby o ok. 0,3 pkt proc. niższa niż przy dotychczasowym sposobie podziału składki. Zakładając, że ta niższa stopa zwrotu utrzymałaby się w okresie 40 lat opłacania składek, przyszła emerytura mogłaby być niższa o ok. 13 proc. niż przy utrzymaniu dotychczasowego podziału składek.
Po czwarte, i może najważniejsze - pamiętajmy, że indywidualne konto emerytalne w ZUS to tzw. repartycyjna część całego systemu. Składki, które tam trafiają, są wprawdzie ewidencjonowane, ale w praktyce ZUS natychmiast przeznacza je na wypłatę bieżących świadczeń. Co roku ZUS zwiększa wartość tych zobowiązań proporcjonalnie do poziomu inflacji, tempa wynagrodzeń i liczby ubezpieczonych. Waloryzacja oszczędności w ZUS odzwierciedla jedynie stosowanie pewnego algorytmu, a nie stopę zwrotu z prawdziwych inwestycji. Tych składek na koncie w ZUS fizycznie nie ma. Są jedynie indywidualne zobowiązania ZUS do wypłaty emerytur w przyszłości. Rzeczywistych inwestycji dokonują natomiast prywatne fundusze emerytalne. Finansowana z budżetu państwa refundacja składek, które ZUS przekazuje do OFE, ujawnia ukryte zobowiązania do wypłaty emerytur w przyszłości. W ten sposób państwo jednorazowo - ale trwale - przekazuje część swoich ukrytych zobowiązań prywatnym funduszom emerytalnym. Zmniejszenie składki do OFE nie zmniejszyłoby wielkości tych zobowiązań, a jedynie część z nich by ukryło. W ten sposób zaprzepaszczono by jeden z istotnych i w pełni zamierzonych efektów reformy emerytalnej. A to już jest bardzo groźne, bo nie można wykluczyć, że ujawnione w przyszłości zobowiązania emerytalne, które pozostawały dotąd ukryte, okażą się na tyle duże, że państwo w ogóle wstrzyma wypłatę emerytur lub drastycznie obniży ich wysokość.
Źródło: Gazeta Wyborcza


.jpg)
