"To dopiero początek"
Gazeta Wyborcza: Dziesięć lat reformy emerytalnej w Polsce - Na temat jej skutków, na łamach Gazety wypowiada się Wiktor Wojciechowski.
link do artykułu
Co zostało z tej reformy? Co nam się udało, a co trzeba poprawić? Dziś odpowiadają eksperci.
Polska reforma emerytalna wystartowała w 1999 r. i była jedną z pierwszych w świecie. Założenia były ambitne: jeden wspólny dla wszystkich system, w którym Nowak nie dopłaca do emerytury Kowalskiego, każdy sam zbiera na swoją starość. Niestety, nie wszystkie cele udało się zrealizować.
Wiktor Wojciechowski
Nowy system emerytalny to jedna z najważniejszych reform, jakie udało się wprowadzić w Polsce po 1989 r. Poprzedni system był typową piramidą finansową skazaną na bankructwo. Utrzymywał się wyłącznie dzięki dotacjom z naszych podatków.
Choć dzisiaj ZUS też otrzymuje dotacje, to jednak docelowo nowy system emerytalny będzie finansował się wyłącznie ze zgromadzonych składek. To jest właśnie pierwszy olbrzymi sukces reformy emerytalnej. Drugim sukcesem jest to, że nowy system istotnie wzmocnił bodźce do pracy. Dzięki reformie mniej Polaków będzie wycofywać się z rynku pracy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Więcej pracujących to natomiast wyższy wzrost gospodarczy i szybsza poprawa poziomu życia.
Szkoda, że w 1999 r. nie udało się wprowadzić w życie wszystkich koniecznych elementów tej reformy, zwłaszcza likwidacji wcześniejszych emerytur. Emerytury pomostowe były gorącym kartoflem przerzucanym przez kolejne rządy. Szczęśliwie prezydenckie weto do ustawy pomostowej zostało odrzucone. Ale to jeszcze nie koniec reformy. Pozostaje jeszcze bardzo wiele do zrobienia:
Po pierwsze, w ostatnich latach pracownikom służb mundurowych, wymiaru sprawiedliwości i górnikom przywrócono poprzednie przywileje emerytalne. Jeżeli chcemy być krajem, który się szybko rozwija, musimy te przywileje ograniczyć, a najlepiej całkowicie zlikwidować. Tylko w latach 2005-20 podatnicy dopłacą do wcześniejszych emerytur dla górników aż 70 mld zł.
Po drugie, musimy zacząć podwyższać wiek emerytalny kobiet do poziomu 65 lat. Społeczeństwo w Polsce starzeje się i niewykluczone, że już niebawem będziemy musieli podnosić wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn jeszcze bardziej, np. do 67 lat. Tak stało się już chociażby w Norwegii czy Holandii.
Po trzecie, jak najszybciej trzeba wprowadzić bezpieczne fundusze emerytalne, które będą dostosowywać politykę inwestycyjną do wieku ubezpieczonych. Ich brak poważnie podważył zaufanie Polaków do nowego systemu emerytalnego. Gdyby zgodnie z wcześniejszymi planami wprowadzono je w 2005 r., część emerytury wypłacana z OFE byłyby aż o jedną piątą wyższa niż obecnie.
Po czwarte, wciąż nie wiadomo, kto od 2013 r. będzie wypłacał tzw. emerytury dożywotnie, czyli świadczenia, do których nabędziemy prawo po osiągnięciu wieku 65 lat. Pierwsze podejście do uregulowania tej kwestii zakończyło się wetem prezydenta.
Po piąte, musimy dostosować sposób wyliczania wysokości rent do nowego systemu emerytalnego. W przeciwnym razie może się okazać, że świadczenia rentowe będą wyższe od emerytur.
Po szóste, w Polsce potrzebna jest kampania informacyjna na temat zasad funkcjonowania nowego systemu emerytalnego. Polacy nie wiedzą, od czego zależy ich emerytura. Brak tej wiedzy jest pożywką dla populizmu.
prof. Irena Kotowska, Szkoła Główna Handlowa
Reformę oceniam nie tylko w kategoriach konkretnych aktów prawnych, ale przez pryzmat zmiany postaw, sposobu myślenia Polaków. W latach 90. czarne prognozy demograficzne Polacy traktowali jako straszenie, teraz to się zmieniło. Nasze badania na SGH wskazują wyraźnie, że dla wielu osób oczywiste jest, że nie da się w nieskończoność utrzymać starego systemu dotowanego przez państwo.
Mam wrażenie, że opinie ludzi różnią się w tym względzie od poglądów związków zawodowych, bo Polacy - wbrew związkowcom - zgadzają się na ograniczenie np. praw do wcześniejszej emerytury. W sensie ogólnym, bo jak zapytaliśmy, jakim grupom obciąć przywileje, to zaczynał się spór.
Pytanie, dlaczego tak mało osób dobrowolnie oszczędza na swoją emeryturę w III filarze? [tylko 800 tys. osób]. Reforma zakładała, że takie oszczędzanie będzie bardziej popularne. Wynika to z braku zaufania do instytucji finansowych.
Gdy wprowadzaliśmy reformę w 1999 r., mieliśmy początek tąpnięcia na rynku pracy. W okresie 1998-2003 bezrobocie było głębsze niż w czasie transformacji na początku lat 90. Sytuacja zaczęła się poprawiać od 2003 r. Mieliśmy cztery lata lepszej sytuacji, ale już nam wyskoczył nowy kryzys. Ciężko w takich warunkach myśleć o dodatkowym oszczędzaniu.
Reforma zakładała też, że wszyscy musimy dłużej pracować, aby mieć wyższe emerytury. Większość osób, które teraz mają 60-65 lat, to jednak pokolenia zmęczone swoją pracą. Polki, które przeżyły trudny czas zdobywania żywności przy pustych sklepach i okres ciężkiej pracy w fabryce, nie myślą teraz o dłuższej pracy. Chcą jak najszybciej odejść na emeryturę. Z drugiej strony zmiany w technologii sprawiają, że ci ludzie czują, że nie nadążają za nowinkami technicznymi. Organizacja pracy nie jest więc dostosowana do grup o szczególnych predyspozycjach, w tym osób starszych. Czyli z jednej strony ludzie są zmęczeni, ale też pracodawcy nie chcą dostosowywać do nich warunków pracy.
link do artykułu
Co zostało z tej reformy? Co nam się udało, a co trzeba poprawić? Dziś odpowiadają eksperci.
Polska reforma emerytalna wystartowała w 1999 r. i była jedną z pierwszych w świecie. Założenia były ambitne: jeden wspólny dla wszystkich system, w którym Nowak nie dopłaca do emerytury Kowalskiego, każdy sam zbiera na swoją starość. Niestety, nie wszystkie cele udało się zrealizować.
Wiktor Wojciechowski
Nowy system emerytalny to jedna z najważniejszych reform, jakie udało się wprowadzić w Polsce po 1989 r. Poprzedni system był typową piramidą finansową skazaną na bankructwo. Utrzymywał się wyłącznie dzięki dotacjom z naszych podatków.
Choć dzisiaj ZUS też otrzymuje dotacje, to jednak docelowo nowy system emerytalny będzie finansował się wyłącznie ze zgromadzonych składek. To jest właśnie pierwszy olbrzymi sukces reformy emerytalnej. Drugim sukcesem jest to, że nowy system istotnie wzmocnił bodźce do pracy. Dzięki reformie mniej Polaków będzie wycofywać się z rynku pracy przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Więcej pracujących to natomiast wyższy wzrost gospodarczy i szybsza poprawa poziomu życia.
Szkoda, że w 1999 r. nie udało się wprowadzić w życie wszystkich koniecznych elementów tej reformy, zwłaszcza likwidacji wcześniejszych emerytur. Emerytury pomostowe były gorącym kartoflem przerzucanym przez kolejne rządy. Szczęśliwie prezydenckie weto do ustawy pomostowej zostało odrzucone. Ale to jeszcze nie koniec reformy. Pozostaje jeszcze bardzo wiele do zrobienia:
Po pierwsze, w ostatnich latach pracownikom służb mundurowych, wymiaru sprawiedliwości i górnikom przywrócono poprzednie przywileje emerytalne. Jeżeli chcemy być krajem, który się szybko rozwija, musimy te przywileje ograniczyć, a najlepiej całkowicie zlikwidować. Tylko w latach 2005-20 podatnicy dopłacą do wcześniejszych emerytur dla górników aż 70 mld zł.
Po drugie, musimy zacząć podwyższać wiek emerytalny kobiet do poziomu 65 lat. Społeczeństwo w Polsce starzeje się i niewykluczone, że już niebawem będziemy musieli podnosić wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn jeszcze bardziej, np. do 67 lat. Tak stało się już chociażby w Norwegii czy Holandii.
Po trzecie, jak najszybciej trzeba wprowadzić bezpieczne fundusze emerytalne, które będą dostosowywać politykę inwestycyjną do wieku ubezpieczonych. Ich brak poważnie podważył zaufanie Polaków do nowego systemu emerytalnego. Gdyby zgodnie z wcześniejszymi planami wprowadzono je w 2005 r., część emerytury wypłacana z OFE byłyby aż o jedną piątą wyższa niż obecnie.
Po czwarte, wciąż nie wiadomo, kto od 2013 r. będzie wypłacał tzw. emerytury dożywotnie, czyli świadczenia, do których nabędziemy prawo po osiągnięciu wieku 65 lat. Pierwsze podejście do uregulowania tej kwestii zakończyło się wetem prezydenta.
Po piąte, musimy dostosować sposób wyliczania wysokości rent do nowego systemu emerytalnego. W przeciwnym razie może się okazać, że świadczenia rentowe będą wyższe od emerytur.
Po szóste, w Polsce potrzebna jest kampania informacyjna na temat zasad funkcjonowania nowego systemu emerytalnego. Polacy nie wiedzą, od czego zależy ich emerytura. Brak tej wiedzy jest pożywką dla populizmu.
prof. Irena Kotowska, Szkoła Główna Handlowa
Reformę oceniam nie tylko w kategoriach konkretnych aktów prawnych, ale przez pryzmat zmiany postaw, sposobu myślenia Polaków. W latach 90. czarne prognozy demograficzne Polacy traktowali jako straszenie, teraz to się zmieniło. Nasze badania na SGH wskazują wyraźnie, że dla wielu osób oczywiste jest, że nie da się w nieskończoność utrzymać starego systemu dotowanego przez państwo.
Mam wrażenie, że opinie ludzi różnią się w tym względzie od poglądów związków zawodowych, bo Polacy - wbrew związkowcom - zgadzają się na ograniczenie np. praw do wcześniejszej emerytury. W sensie ogólnym, bo jak zapytaliśmy, jakim grupom obciąć przywileje, to zaczynał się spór.
Pytanie, dlaczego tak mało osób dobrowolnie oszczędza na swoją emeryturę w III filarze? [tylko 800 tys. osób]. Reforma zakładała, że takie oszczędzanie będzie bardziej popularne. Wynika to z braku zaufania do instytucji finansowych.
Gdy wprowadzaliśmy reformę w 1999 r., mieliśmy początek tąpnięcia na rynku pracy. W okresie 1998-2003 bezrobocie było głębsze niż w czasie transformacji na początku lat 90. Sytuacja zaczęła się poprawiać od 2003 r. Mieliśmy cztery lata lepszej sytuacji, ale już nam wyskoczył nowy kryzys. Ciężko w takich warunkach myśleć o dodatkowym oszczędzaniu.
Reforma zakładała też, że wszyscy musimy dłużej pracować, aby mieć wyższe emerytury. Większość osób, które teraz mają 60-65 lat, to jednak pokolenia zmęczone swoją pracą. Polki, które przeżyły trudny czas zdobywania żywności przy pustych sklepach i okres ciężkiej pracy w fabryce, nie myślą teraz o dłuższej pracy. Chcą jak najszybciej odejść na emeryturę. Z drugiej strony zmiany w technologii sprawiają, że ci ludzie czują, że nie nadążają za nowinkami technicznymi. Organizacja pracy nie jest więc dostosowana do grup o szczególnych predyspozycjach, w tym osób starszych. Czyli z jednej strony ludzie są zmęczeni, ale też pracodawcy nie chcą dostosowywać do nich warunków pracy.


.jpg)
