Wzrost PKB może sięgnąć 3,5 proc.
Artykuł prof. Winieckiego opublikowany w Dzienniku 03.02.2009.
link do artykułu
Recesji, rozumianej jako spadek PKB, w tym roku oczekiwać w Polsce nie należy - nawet w czarnym scenariuszu. Prognozy, które nadal uważam za bardziej realistyczne, sugerują wzrost PKB w granicach 2,2-3,5 proc. - pisze prof. Jan Winiecki
Dwa ostatnie miesiące ubiegłego roku były niewątpliwie okresem napływu złych wiadomości z polskiej gospodarki, zwłaszcza z sektora przemysłu i polskiego eksportu, powiązanego głównie z sektorem przemysłu. Kryzysowa retoryka w Polsce jest zbliżona do tej, którą czyta się i ogląda się gdzie indziej. Pożywką do tej retoryki, obok wyścigu czarnych przewidywań lokalnych analityków, są kolejne korekty – niestety, w dół – prognozowanego w tym roku tempa wzrostu PKB przez instytucje międzynarodowe.
Komisja Europejska skorygowała prognozę dla Polski z 3,8 do 2 proc. Podobne są najnowsze projekcje EBOiR. Pewne cechy tych korekt są wspólne. Mianowicie, wszystkie tną przewidywane tempo wzrostu gospodarczego, ale jednocześnie nie zmieniają miejsc w rankingu poszczególnych krajów. Na czele są ciągle te same kraje Europy Środkowo-Wschodniej: Słowacja, Polska, Czechy oraz dwa kraje bałkańskie: Bułgaria i Rumunia. Ostatnim krajem z (minimalnym: 0,2 proc.) pozytywnym wzrostem PKB jest Słowenia. Potem są już tylko kraje UE, w których przewiduje się mniejsze lub większe absolutne spadki.
Obraz zamglony, ale nie czarny
Wydawać by się mogło, iż pozostają do roztrząsania jedynie kryzysowe scenariusze. Ponieważ autor tych słów podobnie oceniał kilka miesięcy temu tegoroczny wzrost gospodarczy, jak Komisja Europejska, więc – aby być „trendy” i dostarczać coraz czarniejszych przewidywań – powinien również ściąć prognozę wzrostu PKB o połowę. Jednakże, uważam, byłoby to pójściem na łatwiznę. A ponadto, obraz gospodarki, także polskiej, jest zamglony, a nie jednoznacznie czarny.
Przypomnę najpierw pewne oczywistości, o których zapomina się w czasie tego swoistego wyścigu pod tytułem: „Kto napisze najczarniejszy scenariusz?”.
Nasza gospodarka jest dotknięta sezonowym spadkiem aktywności gospodarczej oraz cyklicznym spadkiem aktywności gospodarczej, wynikającym ze schyłku fazy ekspansji w cyklu koniunkturalnym. Dopiero na te dwa zjawiska nakładają się efekty recesji w świecie zachodnim i globalnego kryzysu finansowego. Dlatego np. dane dotyczące rynku pracy - spadku zatrudnienia, stopy bezrobocia, wzrostu płac, itd. - nie są bynajmniej miarą głębi recesji, czy kryzysu (terminu mało precyzyjnego, ale pojemnego i dlatego używanego z dużą częstotliwością...). W dużym stopniu są następstwem zmian sezonowych i cyklicznych.
Produkcja i eksport spadły
Podstawy do formułowania czarnych przewidywań odnośnie polskiej gospodarki są dość ograniczone, co do ich liczby. Są to w pierwszej kolejności dane z listopada-grudnia ub.r., a w drugiej (ukształtowane w powodzi pesymistycznych, czy wręcz histerycznych, wypowiedzi) wyniki badań sentymentów biznesu. Dotyczą one dwóch ściśle związanych ze sobą obszarów: produkcji przemysłowej i eksportu.
Rzeczywiście dane o produkcji przemysłowej były złe. Spadek produkcji wyniósł w skali rocznej w listopadzie 2008r. 9,2 proc., a w grudniu 4,4 proc. w skali rocznej. W układzie porównywalnym, gdy uwzględni się różnice w liczbie dni roboczych w ubiegłym i w 2007r., dane listopadowe ulegną korekcie w górę, a grudniowe korekcie w dół. Ogólny wydźwięk tych danych się nie zmieni. Polska gospodarka odnotowała dwa kolejne miesiące kilkuprocentowych spadków produkcji przemysłowej.
Drugim obszarem złych danych jest eksport, który, według danych GUS (deklaracji celnych) zmniejszył się w październiku, miesiąc do miesiąca, o 6 proc., a w listopadzie aż o 16,9 proc.. W skali rocznej eksport nadal odnotowuje dwucyfrowe tempo wzrostu, choć z tendencją spadkową: odpowiednio w okresie 10 miesięcy wyniosło ono 16,3 proc. , a w okresie 11. miesięcy – 14 proc. Jednakże chciałbym zwrócić uwagę na mniejsze znaczenie danych miesięcznych w handlu zagranicznym, które podlegają b. dużym fluktuacjom; np. we wrześniu w stosunku do sierpnia 2008r. eksport wzrósł o 25,3 proc.
Spadek zamówień, ale umiarkowany
Czy spadek absolutny produkcji przemysłu, w kilkuprocentowej skali, daje podstawę do recesyjnych prognoz, to znaczy do oczekiwania spadku PKB w roku 2009? Żeby odpowiedzieć na to pytanie potrzebna jest najpierw odpowiedź na inne pytanie: czy spadki w IV kw. ub.r. należy traktować jako najniższy punkt dynamiki produkcji przemysłowej (i eksportu) w fazie spowolnienia, czy też jest to istotnie zapowiedź trwałego spadku i recesji? Osobiście jestem skłonny przychylić się do tej pierwszej wersji. Reakcje zagranicznych odbiorców z krajów UE w końcu ub.r. (20-30 proc. cięcia zamówień) nie odzwierciedlały skali oczekiwanego spadku popytu, być może z wyjątkiem przemysłu samochodowego. Były to raczej antycypacyjne zachowania, pod presją nieustającej fali najczarniejszych prognoz. Zauważmy, że nawet w przemyśle samochodowym spadek sprzedaży nowych samochodów w ub.r. był jednocyfrowy i wyniósł w końcu 7,8 proc.
Poza tym oczekuję w eksporcie tych efektów, o których pisałem kilkakrotnie w ostatnich latach. Kraje średnio rozwinięte, takie jak Polska, w których przemyśle różnica wydajności jest mniejsza niż różnica płac w porównaniu z krajami wysoko rozwiniętymi, a które jednocześnie specjalizują się w produkcji tańszych modeli dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, mniej tracą w okresach recesji niż wynosi ogólny spadek popytu w krajach importujących. Obok spadku popytu następuje bowiem przesunięcie części popytu z droższych dóbr krajowych na tańsze dobra importowane z tych właśnie krajów.
Należy więc raczej oczekiwać pewnej poprawy sytuacji eksporterów. Zwłaszcza dotyczyć to może mniejszych i średnich firm, które są dostawcami wyrobów gotowych i półfabrykatów na rynki zachodnie, zwłaszcza rynek niemiecki. Już obecnie widać różnicę sytuacji największych firm oraz firm mniejszych i średnich. Ogólny wskaźnik koniunktury IRG SGH, choć ujemny dla obu grup firm, jest d w a razy gorszy dla firm największych.
Gdyby powyższe oczekiwania sprawdziły się, zniknąłby jeden z dwóch czynników negatywnie wpływających na dynamikę produkcji przemysłowej. Kilkuprocentowy wzrost eksportu (zamiast kilkunastoprocentowego wzrostu w 2008r.) zdecydowanie poprawiłby dynamikę produkcji przemysłowej.
Będzie mniej inwestycji
Drugim czynnikiem są inwestycje i tutaj – dla odmiany! – jestem większym pesymistą niż inni. Mimo wszystkich tworzonych i zapowiadanych projektów kreujących bodźce do inwestowania (włącznie z przeforsowanymi w ostatnich dniach zaliczkami na realizację projektów unijnych), wielkich efektów tych działań nie będzie. Prywatne firmy nie będą wiele inwestować, jeśli oczekują spadku bądź niewielkiego wzrostu popytu w następnym roku-dwóch. Być może wśród zaliczkowanych projektów znajdą się jakieś większe projekty dla firm sektora usług. Zdecydowana większość tych projektów, to jednak projekty inwestycji samorządowych (a więc tworzących zamówienia dla firm sektorów przemysłu i budownictwa), a w tych – tak zależnych od wahań koniunktury – sektorach gospodarki inwestycji na większą skalę oczekiwać nie należy.
Tak więc, w bardziej optymistycznym scenariuszu krajowy popyt konsumpcyjny na wyroby przemysłowe wsparty zostanie pozytywnym popytem eksportowym, przy (w najlepszym razie) neutralnym wpływie inwestycji w kapitale trwałym. W takim przypadku oczekiwać należy w tym roku niewielkiego wzrostu produkcji przemysłowej (rzędu 3-4 proc. w skali rocznej).
Załóżmy jednak, że autor niniejszego myli się w swojej hipotezie co do zdolności eksportowej Polski w warunkach recesji u głównych odbiorców i sprawdzi się dość powszechna opinia, że nasz eksport spadnie w proporcji do spadku popytu na wyroby przemysłowe w krajach-importerach. Czy to oznacza, że do naszej gospodarki zawita recesja, czyli nasz PKB spadnie w b.r. w wymiarze absolutnym?
Usługi wzmocnią PKB
Pamiętajmy, że produkcja przemysłowa wytwarza ok. 25 proc. PKB, a sektor usług rynkowych wytwarza dwa razy więcej (szacunkowo, w 2007r., 51,1 proc.). Załóżmy teraz, że produkcja przemysłowa spadnie o 5 proc. w skali rocznej zamiast, jak w scenariuszu bardziej optymistycznym, zwiększyć się o wzmiankowane 3-4 proc. Przy 25 proc. udziału w PKB oznaczałoby to zmniejszenie PKB w b.r. o 1,25 proc.
Jednakże sektor (głównie prywatnych) usług rynkowych generalnie rośnie i w latach przyspieszenia i w latach spowolnienia. W latach 2006-07, rosły one w tempie 5,5-6,5 proc. rocznie, przy czym po trzech kwartałach 2008r. tempo wzrostu wyniosło prawie 6 proc. rocznie. Przyjmijmy teraz, dość pesymistycznie, że dynamika usług rynkowych znacznie spadnie, o ok. jedna trzecią, do 4 proc. w skali rocznej. Co oznacza, iż ich udział we wzroście PKB wyniesie nieco ponad 2 proc. Bilans netto wkładu dwóch analizowanych, największych, sektorów wyniósłby więc plus 0,75 proc. PKB.
Pozostają nam, pomijając wkład rolnictwa, dwa sektory: budownictwo i usługi publiczne. Budownictwo sprawia do tej pory pozytywną niespodziankę. Jest to, jak przemysł, sektor o dużych wahaniach cyklicznych. Jego wzrost w ub.r. był dwucyfrowy: produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 12,9 proc. Jednocześnie, inaczej niż przemysł, w listopadzie-grudniu ub.r. odnotował w obu miesiącach wzrost w stosunku do tego samego okresu 2007r. Czy dynamika produkcji budowlano-montażowej i wkład tego sektora do PKB pozostanie pozytywny także w 2009r.? I budownictwo mieszkaniowe, i inwestycje prywatne raczej nie zwiększą produkcji. Inwestycje publiczne, rządowe i samorządowe (w tym finansowane głównie ze środków UE), najwyżej zrównoważą spadek tych pierwszych. W sumie, więc, przyjmuję dość pesymistycznie zerowy wkład budownictwa do PKB.
Usługi nierynkowe, których wkład do PKB to przede wszystkim płace aparatu państwowego i publicznych usług (nauka, oświata, zdrowie), generalnie podlega najmniejszym wahaniom. Dlatego przyjmuję średnią z lat 2006-07, ok. 1,5 proc. wzrostu w skali rocznej, co przemno
żone przez udział usług nierynkowych (14,6 proc.) daje dodatkowo nieco ponad 0,2 proc. PKB. Sumując wszystko, w czarnym scenariuszu otrzymujemy plus 1,4 proc. wzrostu PKB w roku bieżącym.
Korzystne ceny paliw
Jeśli jednak spełniłby się któryś z bardziej optymistycznych scenariuszy, PKB byłby wyższy. Nawet przy zerowym wzroście produkcji przemysłowej, pozostawiając pozostałe elementy wcześniejszego szacunku constans, otrzymalibyśmy 2,2 proc. wzrostu PKB (a więc wynik bliski prognozy Komisji Europejskiej). Jeśli zaś przemysł, jak w moim jeszcze nieco bardziej optymistycznym scenariuszu, odnotowałby, dzięki pozytywnemu eksportowi, oczekiwane 3-4 proc. procent wzrostu produkcji, a budownictwo okazało się – jak w IV kw. 2008r. – bardziej odporne, niż tego oczekuję, na spadek prywatnych inwestycji produkcyjnych, to wzrost PKB mógłby sięgnąć 3,5 proc. Czyli nie różniłby się zbytnio od moich wcześniejszych oczekiwań.
Wreszcie chciałbym zasygnalizować jeden jeszcze prowzrostowy czynnik, zupełnie nie brany pod uwagę w publikowanych w kraju analizach. Jest nim ostry spadek cen paliw płynnych. Spadek w takiej skali, jaką obserwujemy, zwiększa siłę nabywczą gospodarstw domowych, które będą w stanie wydać więcej na inne wyroby i usługi, a także obniża koszty wytwarzania. W USA, niektórzy oceniają ekstra wydatki w gospodarce z tytułu drastycznej zmiany cen paliw na 350 mld. dol. w skali roku! Przyjmując że gospodarka polska to, z grubsza, ok. 5 proc. gospodarki amerykańskiej, oznaczałoby to zwiększenie siły nabywczej rzędu 17,5 mld. dol. Wielkość tę należałoby skorygować w górę ze względu na wyższą cenę paliw płynnych w Polsce niż w USA i w dół o spadek wartości złotego (a więc i wyższe ceny importowanej ropy), ale skala tego „zastrzyku” popytu jest warta uwzględnienia w scenariuszach wzrostu PKB w bieżącym roku.
Reasumując, recesji rozumianej jako spadek absolutny PKB w tym roku, oczekiwać nie należy – nawet w czarnym scenariuszu. Scenariusze, które nadal uważam za bardziej realistyczne niż czarny scenariusz, sugerują wzrost PKB w granicach 2,2-3,5 proc. Z tych samych powodów (głównie oceny konkurencyjności krajów naszego regionu) uważam, iż wyniki Czech, Słowacji, Słowenii, a także Węgier będą także odpowiednio lepsze niż w najnowszych prognozach Komisji Europejskiej.
Artykuł napisany został na bazie biuletynu, który autor przygotowuje regularnie dla WestLB Bank Polska
Jan Winiecki
link do artykułu
Recesji, rozumianej jako spadek PKB, w tym roku oczekiwać w Polsce nie należy - nawet w czarnym scenariuszu. Prognozy, które nadal uważam za bardziej realistyczne, sugerują wzrost PKB w granicach 2,2-3,5 proc. - pisze prof. Jan Winiecki
Dwa ostatnie miesiące ubiegłego roku były niewątpliwie okresem napływu złych wiadomości z polskiej gospodarki, zwłaszcza z sektora przemysłu i polskiego eksportu, powiązanego głównie z sektorem przemysłu. Kryzysowa retoryka w Polsce jest zbliżona do tej, którą czyta się i ogląda się gdzie indziej. Pożywką do tej retoryki, obok wyścigu czarnych przewidywań lokalnych analityków, są kolejne korekty – niestety, w dół – prognozowanego w tym roku tempa wzrostu PKB przez instytucje międzynarodowe.
Komisja Europejska skorygowała prognozę dla Polski z 3,8 do 2 proc. Podobne są najnowsze projekcje EBOiR. Pewne cechy tych korekt są wspólne. Mianowicie, wszystkie tną przewidywane tempo wzrostu gospodarczego, ale jednocześnie nie zmieniają miejsc w rankingu poszczególnych krajów. Na czele są ciągle te same kraje Europy Środkowo-Wschodniej: Słowacja, Polska, Czechy oraz dwa kraje bałkańskie: Bułgaria i Rumunia. Ostatnim krajem z (minimalnym: 0,2 proc.) pozytywnym wzrostem PKB jest Słowenia. Potem są już tylko kraje UE, w których przewiduje się mniejsze lub większe absolutne spadki.
Obraz zamglony, ale nie czarny
Wydawać by się mogło, iż pozostają do roztrząsania jedynie kryzysowe scenariusze. Ponieważ autor tych słów podobnie oceniał kilka miesięcy temu tegoroczny wzrost gospodarczy, jak Komisja Europejska, więc – aby być „trendy” i dostarczać coraz czarniejszych przewidywań – powinien również ściąć prognozę wzrostu PKB o połowę. Jednakże, uważam, byłoby to pójściem na łatwiznę. A ponadto, obraz gospodarki, także polskiej, jest zamglony, a nie jednoznacznie czarny.
Przypomnę najpierw pewne oczywistości, o których zapomina się w czasie tego swoistego wyścigu pod tytułem: „Kto napisze najczarniejszy scenariusz?”.
Nasza gospodarka jest dotknięta sezonowym spadkiem aktywności gospodarczej oraz cyklicznym spadkiem aktywności gospodarczej, wynikającym ze schyłku fazy ekspansji w cyklu koniunkturalnym. Dopiero na te dwa zjawiska nakładają się efekty recesji w świecie zachodnim i globalnego kryzysu finansowego. Dlatego np. dane dotyczące rynku pracy - spadku zatrudnienia, stopy bezrobocia, wzrostu płac, itd. - nie są bynajmniej miarą głębi recesji, czy kryzysu (terminu mało precyzyjnego, ale pojemnego i dlatego używanego z dużą częstotliwością...). W dużym stopniu są następstwem zmian sezonowych i cyklicznych.
Produkcja i eksport spadły
Podstawy do formułowania czarnych przewidywań odnośnie polskiej gospodarki są dość ograniczone, co do ich liczby. Są to w pierwszej kolejności dane z listopada-grudnia ub.r., a w drugiej (ukształtowane w powodzi pesymistycznych, czy wręcz histerycznych, wypowiedzi) wyniki badań sentymentów biznesu. Dotyczą one dwóch ściśle związanych ze sobą obszarów: produkcji przemysłowej i eksportu.
Rzeczywiście dane o produkcji przemysłowej były złe. Spadek produkcji wyniósł w skali rocznej w listopadzie 2008r. 9,2 proc., a w grudniu 4,4 proc. w skali rocznej. W układzie porównywalnym, gdy uwzględni się różnice w liczbie dni roboczych w ubiegłym i w 2007r., dane listopadowe ulegną korekcie w górę, a grudniowe korekcie w dół. Ogólny wydźwięk tych danych się nie zmieni. Polska gospodarka odnotowała dwa kolejne miesiące kilkuprocentowych spadków produkcji przemysłowej.
Drugim obszarem złych danych jest eksport, który, według danych GUS (deklaracji celnych) zmniejszył się w październiku, miesiąc do miesiąca, o 6 proc., a w listopadzie aż o 16,9 proc.. W skali rocznej eksport nadal odnotowuje dwucyfrowe tempo wzrostu, choć z tendencją spadkową: odpowiednio w okresie 10 miesięcy wyniosło ono 16,3 proc. , a w okresie 11. miesięcy – 14 proc. Jednakże chciałbym zwrócić uwagę na mniejsze znaczenie danych miesięcznych w handlu zagranicznym, które podlegają b. dużym fluktuacjom; np. we wrześniu w stosunku do sierpnia 2008r. eksport wzrósł o 25,3 proc.
Spadek zamówień, ale umiarkowany
Czy spadek absolutny produkcji przemysłu, w kilkuprocentowej skali, daje podstawę do recesyjnych prognoz, to znaczy do oczekiwania spadku PKB w roku 2009? Żeby odpowiedzieć na to pytanie potrzebna jest najpierw odpowiedź na inne pytanie: czy spadki w IV kw. ub.r. należy traktować jako najniższy punkt dynamiki produkcji przemysłowej (i eksportu) w fazie spowolnienia, czy też jest to istotnie zapowiedź trwałego spadku i recesji? Osobiście jestem skłonny przychylić się do tej pierwszej wersji. Reakcje zagranicznych odbiorców z krajów UE w końcu ub.r. (20-30 proc. cięcia zamówień) nie odzwierciedlały skali oczekiwanego spadku popytu, być może z wyjątkiem przemysłu samochodowego. Były to raczej antycypacyjne zachowania, pod presją nieustającej fali najczarniejszych prognoz. Zauważmy, że nawet w przemyśle samochodowym spadek sprzedaży nowych samochodów w ub.r. był jednocyfrowy i wyniósł w końcu 7,8 proc.
Poza tym oczekuję w eksporcie tych efektów, o których pisałem kilkakrotnie w ostatnich latach. Kraje średnio rozwinięte, takie jak Polska, w których przemyśle różnica wydajności jest mniejsza niż różnica płac w porównaniu z krajami wysoko rozwiniętymi, a które jednocześnie specjalizują się w produkcji tańszych modeli dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, mniej tracą w okresach recesji niż wynosi ogólny spadek popytu w krajach importujących. Obok spadku popytu następuje bowiem przesunięcie części popytu z droższych dóbr krajowych na tańsze dobra importowane z tych właśnie krajów.
Należy więc raczej oczekiwać pewnej poprawy sytuacji eksporterów. Zwłaszcza dotyczyć to może mniejszych i średnich firm, które są dostawcami wyrobów gotowych i półfabrykatów na rynki zachodnie, zwłaszcza rynek niemiecki. Już obecnie widać różnicę sytuacji największych firm oraz firm mniejszych i średnich. Ogólny wskaźnik koniunktury IRG SGH, choć ujemny dla obu grup firm, jest d w a razy gorszy dla firm największych.
Gdyby powyższe oczekiwania sprawdziły się, zniknąłby jeden z dwóch czynników negatywnie wpływających na dynamikę produkcji przemysłowej. Kilkuprocentowy wzrost eksportu (zamiast kilkunastoprocentowego wzrostu w 2008r.) zdecydowanie poprawiłby dynamikę produkcji przemysłowej.
Będzie mniej inwestycji
Drugim czynnikiem są inwestycje i tutaj – dla odmiany! – jestem większym pesymistą niż inni. Mimo wszystkich tworzonych i zapowiadanych projektów kreujących bodźce do inwestowania (włącznie z przeforsowanymi w ostatnich dniach zaliczkami na realizację projektów unijnych), wielkich efektów tych działań nie będzie. Prywatne firmy nie będą wiele inwestować, jeśli oczekują spadku bądź niewielkiego wzrostu popytu w następnym roku-dwóch. Być może wśród zaliczkowanych projektów znajdą się jakieś większe projekty dla firm sektora usług. Zdecydowana większość tych projektów, to jednak projekty inwestycji samorządowych (a więc tworzących zamówienia dla firm sektorów przemysłu i budownictwa), a w tych – tak zależnych od wahań koniunktury – sektorach gospodarki inwestycji na większą skalę oczekiwać nie należy.
Tak więc, w bardziej optymistycznym scenariuszu krajowy popyt konsumpcyjny na wyroby przemysłowe wsparty zostanie pozytywnym popytem eksportowym, przy (w najlepszym razie) neutralnym wpływie inwestycji w kapitale trwałym. W takim przypadku oczekiwać należy w tym roku niewielkiego wzrostu produkcji przemysłowej (rzędu 3-4 proc. w skali rocznej).
Załóżmy jednak, że autor niniejszego myli się w swojej hipotezie co do zdolności eksportowej Polski w warunkach recesji u głównych odbiorców i sprawdzi się dość powszechna opinia, że nasz eksport spadnie w proporcji do spadku popytu na wyroby przemysłowe w krajach-importerach. Czy to oznacza, że do naszej gospodarki zawita recesja, czyli nasz PKB spadnie w b.r. w wymiarze absolutnym?
Usługi wzmocnią PKB
Pamiętajmy, że produkcja przemysłowa wytwarza ok. 25 proc. PKB, a sektor usług rynkowych wytwarza dwa razy więcej (szacunkowo, w 2007r., 51,1 proc.). Załóżmy teraz, że produkcja przemysłowa spadnie o 5 proc. w skali rocznej zamiast, jak w scenariuszu bardziej optymistycznym, zwiększyć się o wzmiankowane 3-4 proc. Przy 25 proc. udziału w PKB oznaczałoby to zmniejszenie PKB w b.r. o 1,25 proc.
Jednakże sektor (głównie prywatnych) usług rynkowych generalnie rośnie i w latach przyspieszenia i w latach spowolnienia. W latach 2006-07, rosły one w tempie 5,5-6,5 proc. rocznie, przy czym po trzech kwartałach 2008r. tempo wzrostu wyniosło prawie 6 proc. rocznie. Przyjmijmy teraz, dość pesymistycznie, że dynamika usług rynkowych znacznie spadnie, o ok. jedna trzecią, do 4 proc. w skali rocznej. Co oznacza, iż ich udział we wzroście PKB wyniesie nieco ponad 2 proc. Bilans netto wkładu dwóch analizowanych, największych, sektorów wyniósłby więc plus 0,75 proc. PKB.
Pozostają nam, pomijając wkład rolnictwa, dwa sektory: budownictwo i usługi publiczne. Budownictwo sprawia do tej pory pozytywną niespodziankę. Jest to, jak przemysł, sektor o dużych wahaniach cyklicznych. Jego wzrost w ub.r. był dwucyfrowy: produkcja budowlano-montażowa zwiększyła się o 12,9 proc. Jednocześnie, inaczej niż przemysł, w listopadzie-grudniu ub.r. odnotował w obu miesiącach wzrost w stosunku do tego samego okresu 2007r. Czy dynamika produkcji budowlano-montażowej i wkład tego sektora do PKB pozostanie pozytywny także w 2009r.? I budownictwo mieszkaniowe, i inwestycje prywatne raczej nie zwiększą produkcji. Inwestycje publiczne, rządowe i samorządowe (w tym finansowane głównie ze środków UE), najwyżej zrównoważą spadek tych pierwszych. W sumie, więc, przyjmuję dość pesymistycznie zerowy wkład budownictwa do PKB.
Usługi nierynkowe, których wkład do PKB to przede wszystkim płace aparatu państwowego i publicznych usług (nauka, oświata, zdrowie), generalnie podlega najmniejszym wahaniom. Dlatego przyjmuję średnią z lat 2006-07, ok. 1,5 proc. wzrostu w skali rocznej, co przemno
żone przez udział usług nierynkowych (14,6 proc.) daje dodatkowo nieco ponad 0,2 proc. PKB. Sumując wszystko, w czarnym scenariuszu otrzymujemy plus 1,4 proc. wzrostu PKB w roku bieżącym.
Korzystne ceny paliw
Jeśli jednak spełniłby się któryś z bardziej optymistycznych scenariuszy, PKB byłby wyższy. Nawet przy zerowym wzroście produkcji przemysłowej, pozostawiając pozostałe elementy wcześniejszego szacunku constans, otrzymalibyśmy 2,2 proc. wzrostu PKB (a więc wynik bliski prognozy Komisji Europejskiej). Jeśli zaś przemysł, jak w moim jeszcze nieco bardziej optymistycznym scenariuszu, odnotowałby, dzięki pozytywnemu eksportowi, oczekiwane 3-4 proc. procent wzrostu produkcji, a budownictwo okazało się – jak w IV kw. 2008r. – bardziej odporne, niż tego oczekuję, na spadek prywatnych inwestycji produkcyjnych, to wzrost PKB mógłby sięgnąć 3,5 proc. Czyli nie różniłby się zbytnio od moich wcześniejszych oczekiwań.
Wreszcie chciałbym zasygnalizować jeden jeszcze prowzrostowy czynnik, zupełnie nie brany pod uwagę w publikowanych w kraju analizach. Jest nim ostry spadek cen paliw płynnych. Spadek w takiej skali, jaką obserwujemy, zwiększa siłę nabywczą gospodarstw domowych, które będą w stanie wydać więcej na inne wyroby i usługi, a także obniża koszty wytwarzania. W USA, niektórzy oceniają ekstra wydatki w gospodarce z tytułu drastycznej zmiany cen paliw na 350 mld. dol. w skali roku! Przyjmując że gospodarka polska to, z grubsza, ok. 5 proc. gospodarki amerykańskiej, oznaczałoby to zwiększenie siły nabywczej rzędu 17,5 mld. dol. Wielkość tę należałoby skorygować w górę ze względu na wyższą cenę paliw płynnych w Polsce niż w USA i w dół o spadek wartości złotego (a więc i wyższe ceny importowanej ropy), ale skala tego „zastrzyku” popytu jest warta uwzględnienia w scenariuszach wzrostu PKB w bieżącym roku.
Reasumując, recesji rozumianej jako spadek absolutny PKB w tym roku, oczekiwać nie należy – nawet w czarnym scenariuszu. Scenariusze, które nadal uważam za bardziej realistyczne niż czarny scenariusz, sugerują wzrost PKB w granicach 2,2-3,5 proc. Z tych samych powodów (głównie oceny konkurencyjności krajów naszego regionu) uważam, iż wyniki Czech, Słowacji, Słowenii, a także Węgier będą także odpowiednio lepsze niż w najnowszych prognozach Komisji Europejskiej.
Artykuł napisany został na bazie biuletynu, który autor przygotowuje regularnie dla WestLB Bank Polska
Jan Winiecki


.jpg)
